Losowy tekscik:
Zatrzymał jeepa na skraju osady, kilkadziesiąt metrów od najbliższego zabudowania, tuż przed drewnianą tablicą z nazwą miejscowości, i odezwał się:
-Musimy teraz wrócić do portu. ZSS płaci za wynajem kilku baraków, które przystosowaliśmy na garaże. Mam tam samochód. Tak jak mówiłem, będziemy jechać od razu, bez nocowania w tym mieście. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, jutro przed wieczorem będziemy na miejscu.
-A może jednak powinniśmy zatrzymać się w jakimś przyzwoitym hotelu? Skoro dysponujesz nieograniczoną ilością pieniędzy, możesz zrobić nam także tę przysługę – odparła Quatessinka, biorąc od przyjaciółki psa.
-Owszem, ale w tym przypadku chodzi nie o pieniądze, tylko o czas i dyskrecję. Nie mam pojęcia. Nie, chyba nie ma. W Buffalo widziałem kilka, ale ttaj żadnej. Ale nie martw się, tam, dokąd mam zamiar was zaprowadzić, powinni podawać baraninę. Hodowla owiec jest bardzo popularna również w Kenlacji.
-Dla mnie wystarczy sałatka – burknęła Lorana, próbując mocniej otulić się ciepłą chustą. – Może być z oliwkami. Albo z krewetkami.
-Z owoców morza pewnie będą mieli tylko ryby. Południowe frykasy jadają tutaj tylko smakosze. Czy możecie coś zrobić, aby ten pies przestał wreszcie na mnie powarkiwać? Jeśli spróbuje jakichś głupich sztuczek, poczęstuję go kopniakiem.
-Gryf, do nogi! – powiedziała z niepokojem:
-Idę po nią. Nie powinnam była pozwolić jej wyjść.