Losowy tekscik:
-Wyjdź i zapytaj kogoś – bąknęła ze zdenerwowaniem. – Wystarczy, że zagadniesz o rminę Amno. To córka przywódczyni, ale nawet wykonywanie codziennych zajęć, dzięki którym ci żyjący przede wszystkim do Derry. – Stój spokojnie.
-Jakiego jest wzrostu?
-Słucham? Nie wiem, Derro. Ten bydlak stoi od nas na szczęście daleko, a ja nie mam w oczach taśmy mierniczej.
-Jakiego jest wzrostu, Lorano? – powtórzyła młodsza dziewczyna poczuła się w swoim ulubionym zielonym golfie i białyc szydełkowych rajstopach zupełnie dobrze. Jej ciało prędko przypominało sobie, skąd pochodzili jej przodkowie. Wiedziała jednak, że przyjaciółka będzie cierpieć torturę przez cały czas pobytu w tej części kontynentu. Potrzebowała co najmniej ciepłego palta, baraniej czapki i rękawiczek, by poczuć się jak człowiek, a i to mogłoby nie wystarczyć. Należało więc ze względu na Loranę śpiewny quatessiński, ani angielski, do którego musiała przywyknąć. Dopiero po dłuższej chwili uświadomiła sobie, że ci wszyscy ludzie mówią po entoriańsku, w jej ojczystym, na wpół zapomnianym języku.
Teraz przypominała sobie na gwałt słowa, które kilka lat temu stanowiły dla niej świętość, tę twardą, gardłową mowę, którą przyswajała w najwcześniejszych latach życia od Mamy i Taty, a także babki Kendry i dziadka Viljara. Język, w którym codziennie rozmawiała dwa lata temu z klaczą, by go nie zapomnieć. Tym bardziej więc zawstydziła się nagle, że pozwoliła sobie na tak wielką, karygodną niefrasobliwość.
Wszystko robiła ostatnio dla Lorany, żyła przede wszystkim miłością do tamtej dziewczyny. Powinna być w tym momencie przeszczęśliwa, ponieważ spełniało się właśnie jej największe, dziecięce marzenie o powrocie do miejsca, do którego należała, tymczasem czuła się teraz tak, jakby bardzo długie pasmo nostalgii i cierpień dobiegło nareszcie końca. Za chwilę odbierze od świata upragnione zadośćuczynienie.
Dotknęła lekko blizn we wnętrzu dłoni, a potem tych drugich, na nadgarstkach. Obu nieszczęściom winna była Sangacja, jak zresztą wszystkiemu innemu. Oblizała nerwowo wyschnięte wargi. Lorana odwróciła się w kierunku tamtych dwojga i powiedziała smutnym głosem:
-Czekałam na wizję tak długo, ale otaczała mnie tylko ciemność. W moim świecie już nie ma kolorów, Lorano. Jedynie w Quatessinie mogę być szczęśliwa.
-Niedługo znów tam będziesz, syrenko.
Podeszła do Derry i poprawiła jej opaskę, głaszcząc przy okazji po wilgotnych od rozbryzgującej się wokół łodzi wodnej mgiełki włosach. Spojrzała przy tym na mężczyznę z nieukrywaną satysfakcją.
Podczas tej monotonnej, pełnej nerwowego oczekiwania na to, co przyniosą kolejne godziny, podróży Aldorent co chwilę spoglądał ukradkiem na dziewczęta.Do tej pory nie znał prywatnie takich ludzi. W jego świecie przewijali się tylko albo samotni, żyjący jak mnisi mężczyźni, albo pełne i szczęśliwe rodziny. Kilka razy uczestniczył w zabezpieczaniu odbywających się w Derbachii Parad Równości przed napaścią ze strony skrajnie prawicowych organizacji. Traktował to zadanie jak każdą inną misję, bez dokonywania moralnej oceny tego, co się działo. Ci ludzie ani go ziębili, ani grzali. Dopóki było ich tak niewielu i dopóki rząd i parlament konsekwentnie odmawiali im zgody na legalizację swoich związków i adopcję dzieci, nie stanowili zagrożenia dla tradycyjnego modelu sangackiej rodziny. Nie zagrażali także porządkowi publicznemu, organizowali swoje demonstracje sprawnie i na ogół nie sięgali po przemoc. To już raczej tamci drudzy, narodowcy i ortodoksyjni katolicy, dopuszczali się na nich brutalnych czynów****, niemożliwych do zaakceptowania dla większości narodu.
Rolą Aldorenta nie było godzenie tych dwóch zwaśnionych stron, lecz niedopuszczenie do ich bezpośrediego zetknięcia. Ale teraz musiał zająć jakieś stanowisko wobec czegoś, co wyglądało jak miłość. Kilka lat temu na pewno broniłby wartości, które wpoiła mu matka. Im dłużej jednak patrzył, tym więcej miał wątpliwości. Kiedy przed ośmioma miesiącami wiózł Derrę do Veltro pamiętnego dnia trzeciego Mirtul 1631 N.I. Entorianka poznała to po przyjemnym w dotyku aksamicie, którym obita była tylna kanapa, oraz po nieco oleistym i ostrym zapachu grubego koca, przechowywanego w bagażniku razem z zapasem paliwa, którym starannie okręciła się dla ciepła.
Uradzili, że Derra pójdzie na tył, by móc się przespać, natomiast Lorana siądzie obok Aldorenta na siedzeniu pasażera. Quatessinka była znacznie bardziej wytrzymała na brak snu, więc zarwana noc nie mogła jej zbytnio zaszkodzić. Udało im się wcisnąć owczarka pomiędzy przednie fotele a kanapę ze śpicą. Gryf próbował początkowo ułożyć się w nogach swojej niewidomej pani, lecz Lorana stanowczo go stamtąd usunęła.